Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz wybaw nas z niedoli. Swej się szlachetności
Nie zbywaj gwoli brata, niech w tobie nie gości
Pragnienie, by bezprawiem zdobyć sobie względy.
[Przemocą Bóg pogardza, zawsze-ć on i wszędy
Własności sprzyja, prawem nabytej, nie w sposób
Zbójecki. Plon brać cudzy, niegodne to osób
Szlachetnych. Tak, dla wszystkich w równej służą mierze
Niebiosa i ta ziemia i niech każdy zbierze
Dobytek jak największy, tylko niechże łasy
Nie będzie na grosz cudzy, na cudze zapasy.]
Mnie Hermes, na me szczęście, czy też na niedolę.
Dał ongi twemu ojcu, ażeby miał wolę
Zachować mnie dla męża, co tej chwili właśnie
Odebrać mnie stąd pragnie. [Jakoż, jeśli zgaśnie,
Uczyni to? A tamten jak mógłby mnie, żywą,
Powrócić umarłemu? Pod jaką pokrywą?]
I Boga miej i ojca na względzie. Azali
I Bóg i on, ten zmarły, własnośćby oddali
Nie swoją, czy zechcieliby zaprzeczyć? Owszem,
Oddaliby, tak myślę. Nie jest-że więc zdrowszem,
Ażeby brat niegodny w mniejszej bywał cenie
U ciebie, niśli ojciec szlachetny? A zatem,
Jeżeli jesteś wieszczką o sercu, bogatem
W świadomość rzeczy boskich, zniszczysz sprawiedliwy
Czyn ojca, złemu bratu posłuszna, nie dziwy,
Że hańbą to dla ciebie, bo wiesz, co się dzieje
I w niebie, znasz wszystkiego wszelakie koleje,
Co jest, a czego niema, a nie wiesz jedynie,
Co znaczy sprawiedliwość. Dzisiaj, gdy mi płynie
To życie tak mizernie, wybaw mnie z niedoli,
Dopomóż zdobyć szczęście! Niech i ciebie boli,
Że niema tutaj człeka, któryby Heleną