Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom III.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MENELAOS (sam).

Co rzec? Co tu powiedzieć? Słowa, które słyszę,
To nowi dawnych bólów i klęsk towarzysze.
Z pod Troi swą małżonkę przywiodłem w te kraje,
I w grocie-m strzedz ją kazał, a oto powstaje
Niewiasta jakaś inna, to samo nazwisko
Mająca, jest w tym domu, odemnie tak blisko,
Mieni się córką Zeusa. Czyżby jakiś drugi
Miał Zeus zamieszkiwać nadnilowe smugi?
Wszak tylko jeden władnie na niebie! Lecz kędy
Należy szukać Sparty? Wszak li tam, gdzie pędy
Eurotasowej fali śród bujnej się trzciny
W swem łożu przelewają. Mąż jeden jedyny
Tyndara miał też imię. Pozatem, czyż będzie
Gdzie drugi Lakedajmon i Troja? W tym względzie
Nie umiem nic powiedzieć. Prawda, że na świecie
Niejedną wspólną nazwę — łatwo to znajdziecie —
Kraj z krajem ma, gród z grodem, kobieta z kobietą.
Nie dziwno, a i gróźb się nie lękam... Zaletą
To moją, że każdego me nazwisko wzruszy,
Że niema tu nikogo o tak twardej duszy,
By, słysząc moje imię, dał mi ginąć z głodu.
Zasłynął wszakże pożar trojańskiego grodu
I ja, który-m go wzniecił, Menelej, wszak znany
Po wszystkiej jestem ziemi. Więc na twoje pany
Zaczekam tu, świadomy dwu skutków: Jeżeli
Twój władca człek nieludzki, do mych przyjacieli
Ucieknę, do rozbitków. Jeśli zaś okaże
Życzliwość, to poproszę, by raczył nam w darze
Udzielić, co nam wszystkim w tej nędzy się przyda.
Ta jeno doli mojej największa ohyda,
Że sam ja będąc królem, dzisiaj żebrzę chleba