Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I Troja do zapasów, boś nie godzien Troi!
Na zewnątrz tylko błyszczy ten, co w pysze swojej
Ma siebie za dzielnego, w wnętrza tyle znaczy
Co wszyscy inni ludzie, z wyjątkiem bogaczy —
Ci mogą bardzo wiele. Ale skończmy sprawę.
Zabije mnie twa córka, czyż i ty o krwawe
Współuczestnictwo w mordzie nie będziesz z powodu
Mej śmierci obwiniony? Przed sądem narodu
Nie staniesz, Menelaju? Może-ż być w tym względzie
Inaczej? A jeżeli tak mi danem będzie,
Że śmierci ja uniknę, zabijecież dziecię?
Czyż ojciec mógłby znieść to? Wszak wy wszyscy wiecie,
Że Troja nie oskarża go o brak męzkości —
Uczyni on, co trzeba, drogę swą wyprości,
By godnym być Achilla i dziada Peleja.
Twą córkę wygna z domu. Ziści się nadzieja
I zjawi się kto inny: jakie powiesz dziwa
Mężowi, co ją zechce zaślubić? Cnotliwa —
Tak rzekniesz —, więc z niegodnych uciekła pieleszy!
Nikt temu nie uwierzy. I któż się pospieszy
Naonczas, by ją pojąć? Więc ma siwych włosów
Doczekać się w twym domu, ofiara złych losów,
Bezdzietna, biedna wdowa?! O nieszczęsny człecze,
Nie widzisz, jaka z tego fala klęsk pociecze?
Zaiste! sam byś wolał gamratkę niejedną
Zobaczyć w domu córki, niż widzieć ją biedną,
Tak biedną, jak ja mówię. Nie! dla małej szkody
Nie godzi się szkód wielkich sprowadzać w zawody —
Jeżeli w nas, niewiastach, mieszka zło, niestety,
Czyż męże naśladować mają złe kobiety?
Jeżelim twoją córkę oplotła czarami
I żywot jej zamknęła, jak mówicie sami,