Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz ja się w swą zdrajczynię własną nie zabawię...
Odpowiedz-że mi, młódko, na jakiej podstawie
Twe prawe zrywam śluby? Że mniejszy od Troi
Jest gród lakedemoński? Żem jest w doli swojej
Szczęśliwsza, że mnie wolną widzisz tu przed sobą?
Że biję cię młodością, tą ciała ozdobą,
Kwitnącą tak przebujnie? Czy dufam tak wiele,
Że mnogie mam bogactwa? Że mam przyjaciele?
Dla tego mam panować w tym domu, miast ciebie?
Dla tego też, miast ciebie, mam składać w kolebie
Chłopięta, by się wlokły za matką służebną.
Jak łodzie za statkami? Po to-m ja potrzebną
W tym domu? Czy ktokolwiek za warunek kładzie,
Ażeby moje dzieci władały w Ftiadzie,
Gdy ty będziesz bezpłodną? Może dla Hektora
Grekowie mnie tak lubią i że byłam wczora
Bez sławy, że nie byłam frygijską królową?
O, nie przez moje czary swą małżonkę nową
Odtrąca dzisiaj mąż twój. Widać, że mu życia
Nie umiesz uprzyjemniać. Śród wspólnego bycia
I o tem pomnąc trzeba: Nie z wdzięków jedynie,
Lecz z cnót szczęśliwość wszelka dla małżonka płynie.
Urazi cię cokolwiek, w te tropy bez granic
Wysławiasz tylko Spartę, a Skyros masz za nic,
Masz siebie li za mienną, resztę za bogaczy
Bez grosza! I Achilles nie wiele ci znaczy,
Porównan z Menelajem! Oto słyszysz, czemu
Twój mąż cię znienawidził! Chociażby i złemu
Oddana człowiekowi w małżeństwo, kobieta
Powinna żyć zgodliwie, bo w tem jej zaleta,
Ażeby się nie sierdzić. A zostawszy żoną
Człowieka, coby panem był nad zakurzoną