Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/410

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz w jakiś czas,
Wyrocznią gnan,
Nieszczęsny człek,
Ojdipas wasz,
Wszedł do tych bram.
Z początku wraz
Tebański łan
Miał szczęścia w bród.
Zmienił się bieg:
Wiadomo wam:
Swej matki płód,
Swą matkę sam
W swój powiódł dom,
Ślub sromny z nią zawarł na srom.
Gdy zagadkę Sfingi zgadł.
Wasz tebański splamił tyn
Własnej matki mąż i syn.
W ręku kord,
Plamiąc świat,
Krwawo szedł
Z mordu w mord.
Klątwy grom
I na dzieci rzucił wnet...
Cud to dla mnie, dziw i cud
Ten o! waleczny młodzieniec!
Idzie wybawić ofiarą
Lud,
On, śmierci chwalebnej jeniec.
Haj! w starą
Pierś ojca ból
Przeleje! Haj!
Lecz od tych pól