Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/387

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tak kazały nieb wyrocznie —,
Tam i on też pozostanie
Na pszenicznym, bujnym łanie.
Gdzie przez pola, gdzie przez gaje,
Przez zielone, świeże maje
Dirki toczą się topiele,
Gdzie Zeusowi Mać-Semele
Bromiosa porodziła,
Na tej niwie,
Gdzie latorośl bluszczu miła
Wokół niego już się wiła
Swymi liśćmi swymi sploty
Tą godziną,
Kiedy jeszcze był dzieciną
Bóg ten złoty,
Przetroskliwie,
Pieszczotliwie
Otulając go w swój cień.
Od tej chwili po dziś dzień
Chór tebańskich tu dziewoi
W bluszcz się stroi —
Chór, w ochocie swojej wrzącej
Wiwatami hukający
I tańczący
W Bacha cześć!

*

Tu Aresa potwór smoczy,
Wytrzeszczając czujne oczy,
Dzikich spojrzeń gromy ciska —
Tak bywało —, na źródliska.
Na wądolce, na murawy,
Na pól zieleń wzrok swój krwawy