Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/369

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Po tobie,
Ścinałam odtąd w żałobie
Ten posiwiały włos!
Gdy taki spotkał mnie cios,
Rzuciłam, synu kochany,
Ten biały strój i, łachmany
Czarne oblókłszy, chodzę
W czerni po smutków drodze!

*

A w domu starzec, pozbawiony wzroku.
Ciągle się żali i żali,
Iże u jego boku
Spólność zerwali
Dwaj oto bracia rodzeni,
I, w strasznej pogrążon cieni,
To miecz do ręki bierze,
By przeciąć z życiem przymierze.
Albo też, umrzeć gotowy,
Zawiesza sznur u posowy,
Narzeka, jęczy, w łzach tonie,
Że klątwę ściągnął na skronie,
Swych własnych dzieci i — biada! —
W ciemnych gdzieś kątach przepada!

*

Słyszę, iż gdzieś w obcej ziemi
Pętami-ś się związał obcemi.
Iże już nawet masz z żoną,
Poza mną poślubioną,
Pociechę ojcowską, dziatki!
Na klęskę swej biednej matki
Spowinowacon z obcymi,