Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/360

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


OCHMISTRZ.

Tak stań się! Lecz ich najazd słuszny, więc mi trwoga,
Że wszystkiem pokieruje słusznie ręka Boga.

ANTYGONA.

A gdzież jest ten, co wraz ze mną
Na naszą niedolę wzajemną
Z matki urodził się jednej?
Gdzież jest Polineik biedny?
Mówże, staruchu miły!

OCHMISTRZ.

O, tam on — widzisz? — stoi w pobliżu mogiły
Nioby siedmiu córek, przy Adrasta boku.
Poznajesz?...

ANTYGONA.

Coś poznaję, lecz nie bardzo oku
Wyraźne są te kształty, coś niby ramiona —
W zarysach li widzę tę postać...
Gdybym to mogła o! na tych nogach
Lecieć od krańca do krańca,
Mknąć po przestwornych drogach —
Gdybym to mogła, wiatrem uskrzydlona,
Nakształt obłoku,
Do mego brata się dostać
I po tak długim czasie
Do siostry łona,
Do piersi mojej
Lubego przytulić wygnańca!
W płomiennej krasie
Złocistej zbroi
Jak on się pali bez końca!
Niczem poranny blask słońca!