Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/333

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Urody najprzedniejszej i że twoje zmysły
Tej chwili, kiedy na nie jego oczy błysły.
Już w samą się Kiprydę zmieniły, jak wryte?
Że też to głupstwo ludzkie wciąż na Afrodytę
Wybryki swoje zwala i tem się zasłania,
że niby Afrozyne zwie się, iż kochania
Boginią jest i szałów bezrozumnych! W stroju
Ujrzawszy się frygijskim, we złocie, spokoju
Odzyskać już nie mogłaś! Wyrosłej w Argosie,
Gdzie snać się nie p^zplewa. odrazu zdało się,
Że porzuciwszy Spartę, będziesz w Frygów mieście
W ogromne opływała dostatki, nareście
Do sytu mając zbytków, których Meneleja
Dom nie mógł ci dostarczyć — taka cię nadzieja
Popchnęła!... Że cię syn mój powiadasz otwarcie,
Przemocą uprowadził? Któż to widział w Sparcie?
O, w jakież-że to głośne popadłaś zawody.
O, jakie wszczęłaś krzyki! Kastor, brat twój młody,
Był wówczas jeszcze w domu, jeszcze go na niebie
Śród gwiazd nie umieszczono, gdy Grecy po ciebie
Do Troi się wybrali. Gdy walka się wszczęła,
Gdy tak się wydarzało, że śród tego dzieła
Menelej bywał górą, dla jego oręża
Uwielbień nie szczędziłaś, aby zmartwić męża
Że taki mu w miłości wyrasta bez granic
Potężny współzawodnik! Znowu tego za nic
Miewałaś gdy Trojanom się wiodło. Te oczy
Wlepione mając w szczęście, za niem-li w ochoczej
Zdążałaś gotowości, lekceważąc cnotę.
Powiadasz, że, mająca uciekać ochotę,
Na sznurze ty się z baszty spuszczałaś ukradkiem,
Zostając li wbrew woli. A któż ci był świadkiem,