Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


(Do Talthybiosa)

Gdzie jest okręt twego pana, na który dziś wsiadać muszę?
Niemniej silnie, niśli twoją, chęć i mą rozpiera duszę,
By wiatr wydał płótna żagli, które precz mnie stąd uniosą.
Tak, mnie, jedną z trzech Erynyj!... Nie płacz, matko!... Łez swych rosą
Nie zalewaj się, ojczyzno! Żegnam! Żegnam! Bracia moi
I ty, ojcze mój rodzony, dzisiaj w grobie! W swej ostoi
Rychło wy mnie zobaczycie! O zawitam w zmarłych ziemie,
Cne odniósłszy tu zwycięstwo: Niszczycieli naszych plemię,
Dom Atrydów rozburyłam i do waszych dziedzin schodzę!
Znika wraz z Talthybiosem.

PRZODOWNICA CHÓRU.

Widzicie, jak Hekabe, oniemiała srodze,
Na ziemię tutaj pada? Dopomódz niewieście
Sędziwej! Wy jej straże, w górę ją podnieście!
Ma ginąć tak staruszka? Któż o niej pamięta?

HEKABE.

Zostawcie mnie w spokoju, kochane dziewczęta!
Nie miłe mi, co miłe bywa innym razem,
Nieszczęścia tak mnie ciężkim powalają głazem
Na ziemię... O bogowie! Źli z was sprzymierzeni,
A przecież ja was wzywam. Pociechą się mieni —
I słusznie — dla człowieka wzywać bóstwa z nieba,
Gdy losy szczęśliwego poskąpią ma chleba.
Nasamprzód o słonecznych dniach najchętniej wspomnę,
Bo przy nich się dopiero wydadzą ogromne
Me klęski i współczucie obudzą. Królewna,
Za króla wyszłam zamąż, by mu, żona pewna,
Rycerskich zrodzić synów: pierwsi to, nie zera.
Pomiędzy ludem Frygów. Niema bohatera