Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SŁUGA.

Ścigają nas, źle dzisiaj z naszą panią będzie:
Ukamienować chce ją zwierzchność tego grodu.

PRZODOWNICA CHÓRU.

O rety! Co powiadasz! Czy może z powodu,
Że zamach uknułyśmy na młodzieńca życie?

SŁUGA.

Odgadłaś. I o sobie też coś usłyszycie.

PRZODOWNICA CHÓRU.

A jakżeż na jaw wyszły te nasze knowania?

SŁUGA.

Widocznie bóg bezprawiu zwyciężać zabrania
Nad prawem, snać się nie chce pokalać tą winą.

PRZODOWNICA CHÓRU.

Ach! błagam cię, opowiedz! Z tą samą godziną
Lżej będzie nam umierać, jeśli umrzeć trzeba —
A może nam ratunku nie poskąpią nieba.

SŁUGA.

Wyroczną mąż Kreuzy rzuciwszy świątynię,
Skierował swoje kroki, radość mając w synie
Odkrytym, ku biesiadzie i świętej ofierze,
Dla bogów sposobionej śród skał, których strzeże
Wieczysty ogień Bacha, bijący w niebiosa
Żarnymi płomieniami z dwóch Dyonizosa
Wierzchołków[1]. I tej chwili, gdy rozradowany
Odnalezieniem dziecka, miał skalne te ściany
Ofiarną krwią obryzgać, zwróci się do syna

  1. Parnasu.