Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I palma o bujnym włosie
U świeżej, zielonej głowy,
Gdzie ciebie, nasienie boże,
Z Zeusem dzieląca łoże.
Przez niego zapłodniona,
Zrodziła ongi Latona.

PRZODOWNICA CHÓRU.

O jakież to się nieszczęść rozwarły pokłady!
Słyszący to, nikt chyba łzom swym nie da rady!

PIASTUN.

O córko, snać się tobie napatrzeć nie mogę,
Tak rwą się moje zmysły, taką czuję trwogę.
Zaledwo jedną burzę przetrzymało serce,
A oto dzięki tobie w nowej jest rozterce.
Znienacka świeży orkan wstrząsa moją duszą,
Ze słów twoich wyrosły, które zali muszą,
Wzburzone cierpieniami, z jednego nas ściegu
Boleści na ścieg drogi tak rzucać w swym biegu
Okrutnym?! Co ty mówisz?! Z czem do Loksyasza
Kierujesz się? O jakiemż to władczyni nasza
Wspomina tutaj dziecku? Gdzieś je porodziła
Na żer dzikiemu ptactwu? Powiedz, pani miła!

KREUZA.

Opowiem ci, staruchu, chociaż wstyd mnie bierze.

PIASTUN.

Opowiedz. Z przyjaciółką zapłaczę ja szczerze!

KREUZA.

Więc słuchaj. Znasz Kekropsa skały — nazywamy
»Długiemi« te opoki — i one w nich jamy?