Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na ręce te cię proszę: Heraklidy młode
Za godne swej opieki miej! W tem niesłychanem
Nieszczęściu bądź im krewnym, druhem, bratem, panem!
To wszystko wszak dla ciebie godniejszą jest dolą,
Niż byś się miał uginać przed argiwską wolą!

PRZODOWNIK CHÓRU.

Słyszący to, żal czuję, że im tak się wiedzie!
Los nawet nie oszczędza tych, co są na przedzie...
Dziś widzę to najlepiej! Z takiego są rodu,
A przecież muszą cierpieć, i to bez powodu!

DEMOFON.

Trzy naglą mnie przyczyny, bym, Iolaosie,
Pomyślał, jak przyjaciel, o tych dzieci losie.
Najbardziej wzgląd na Zeusa, jegoś bowiem straży
To stado piskląt oddał, tu, u tych ołtarzy,
Następnie przez krewieństwo i ojca zasługi
Wzdyć mają prawo żądać, abym spłacił długi.
A przedsię też i z hańby nie trza spuszczać powiek!
Jeżelibym pozwolił, aby obcy człowiek
Plądrował te ołtarze, będę, tak się zdaje,
Wyglądał nie na władcę, co ma wolne kraje
Pod sobą, lecz na tchórza, co gości wypędza.
Bo lęka się Argiwów. Byłaby to nędza,
Zaiste! godna stryczka! Czemuś w nasze progi
Szczęśliwszy nie zawitał?!... Ale nie miej trwogi,
Nikt ciebie i tych dzieci na błędny manowiec
Nie wygna z tej świątyni.
(Do Kopreusa). A ty, zasię, powiedz,
Do Argos powróciwszy, Eurysteusowi: —
Wydamy za wyrokiem, inak nie wyłowi
Stąd żadna moc mych gości! Wszak to jest bezprawnie!...