Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W powtórnem naszem życiu złe naprawić biedy,
Co przedtem nas trapiły. Ja widząc na oczy,
Jak wielu jest rodziców, żyjących w ochoczej
Radości dzięki dzieciom, ginąłem z tęsknoty,
Ażeby mieć potomstwo. Gdybym, jak dziś, o tej
Godzinie wiedział przedtem, co znaczy mieć dziecię
I stracić je, naonczas troska, co mnie gniecie,
Nie spadłaby dziś na mnie! Wszak spłodziłem syna,
Możnego bohatera, i dziś ta jedyna
Pociecha mnie odeszła!... Cóż ja dziś uczynię?
Do domu mamże wrócić? Znajdę tam pustynię!
W komnatach tych samotne czemże życie moje?!
A może w Kapaneja udam się pokoje?
Gdy córka jeszcze żyła, rad, bywało, gonię
W ten dom ich! Wszak lubiła całować me skronie
I głowę obejmować miłościwą ręką.
Gdy człek się zacznie porać ze starości męką,
Słodszego nic już niema nad córkę. Synowie
W górniejsze dążą sfery, tego, co się zowie
Pieszczotą dla rodzica, nie znają... (Do służby) Coprędzej
Prowadźcie mnie do domu! Pogrążę się w nędzy
Pomroku, by me ciało, to marne ladaco,
Wycieńczyć głodowaniem i skończyć! Bo na co
Zwłok syna mam się dotknąć? O cierpka starości!
Ja ciebie nienawidzę i tych, w których gości
Pragnienie, aby życie jadłem i napojem
Przedłużać i czarami i w zuchwalstwie swojem
Bieg lat odwrócić myślą i w ten zdrożny sposób
Wywinąć się od śmierci! Rada dla tych osób:
Dla świata niepotrzebny, niechże więc odchodzi,
A jego niechże miejsce zajmą ludzie młodzi.
(Oddala się wraz z służbą).