Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.





Na scenę wchodzi

IOLAOS.

Od dawna-m ja to wiedział, ze człowiek cnotliwy
Dla bliźnich swoich żyje, ale kto jest chciwy,
Kto serce ma zwrócone ku zyskom, ten żadnej
I państwa nie przyniesie korzyści i składny
Nie będzie w obcowaniu, gdyż dba li o siebie.
Wiem o tem coś — nie tylko ze słuchu. W potrzebie
Znaleźli się krewniacy i ja, choć w Argosie
Spokojnie mogłem siedzieć, wolałem w ich losie
Z współczucia uczestniczyć. Sam jeden, gdy z nami
Żył jeszcze tu Herakles, jego się trudami
Dzieliłem, zaś od chwili, gdy już w niebie świeci,
Pod skrzydła swoje wziąwszy jego biedne dzieci,
Opiekę wykonywam troskliwie nad niemi,
Choć sam jej potrzebuję. Bo gdy już z tej ziemi
Ich ojciec sobie poszedł, pragnął nas coprędzej
Wygładzić Eurysteus. Uszliśmy tej nędzy:
Ojczyznę straciliśmy, lecz uratowany
Nasz żywot! Uciekając od łanów na łany,
Od miasta my do miasta błądzili. Bo juści
Nie dosyć jednej zbrodni, Eurystej dupuści
I tej się jeszcze hańby, że po wszystkie krańce,
Gdzie tylko chcemy spocząć, wysyła posłańce
I wzywa do powrotu i bronią zagraża
Argiwską, co dla wszystkich bez wyjątku wraża,