Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wabiąco wszystkim te chęci się złocą,
Lecz z czasem bledną i gasną
I wstyd domowi przynoszą.
Niech mnie, kto zechce, zakrzyczy,
Lecz dla mnie żywot li ów
Największą będzie rozkoszą,
Co nie dopuszcza,
By chów
Podłej przemocy miał władzę,
Szkodzącą domów powadze
I z Pospolitej Rzeczy
Bezprawia czyniącą łup...
O starcze z rodu Ajaka!
Prawda jest taka,
Żeś oszczep przesławny swój
Połączył z hufcem Lapitów,
Kentaury wyzwawszy w bój.
A dalej,
Że poprzez głębie symplegadzkich wód,
Po niegościnnej fali
Argo chwalebnie cię niósł.
A kiedy w sławę rósł
Syn Zeusa,
Trojański zniszczywszy gród,
Mężne walący chłopy
Swą ręką krwawą,
I ty z tą samą, co i jego sławą
Wróciłeś do Europy.

Na scenę wpada

PIASTUNKA (Hermiony).

Najdroższe me niewiasty! Cóż to za gromada
Klęsk strasznych w dniu dzisiejszym jedna w drugą spada!