Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/511

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


THOAS.

Hej! ziemi tej dalekiej wszyscy wy mieszkańce!
Wędzidła koniom w pyski i na lądu krańce
Popędzić, by rozbity schwycić statek grecki
I pojmać z bożą mocą podły ród zdradziecki!
Wam zasię szybkolotne trzeba spuścić łódki,
Ażeby, pochwyciwszy te nędzne wyrzutki
Na morzu czy na lądzie, z urwistej ich skały
Postrącać lub wbić na pal!.. Wy, coście wiedziały,
Niewiasty, o tym niecnym ucieczki zamiarze,
Zbyt nagli mnie ta sprawa, później was ukarzę.

W górze jawi się
ATENA.

Dokąd, dokąd gotujesz tę pogoń, Thoasie?
Wysłuchaj, co ci mówi Atena w tym czasie:
Zapędy te wojenne powstrzymaj niezwłocznie!
Orestes, Loksyasza mający wyrocznię,
Uniknąć chcąc Erynyj, przybył tu z rozkazem,
By siostrę wziąć do Argos wraz z świętym obrazem.
Do mojej ma go ziemi zanieść... To me słowa.
A zaś co do Oresta, któremu gotowa
Śmierć zadać była dłoń twa, na tej morskiej toni
Już daje sobie radę: Posejdon go broni,
Z miłości ku mnie już mu wszystkie fale gładzi
I okręt po spokojnej głębinie prowadzi.
Ty zasię Orestesie, jako że mój boski
Głos słyszysz już zdaleka, zawieź-że bez troski
I obraz i swą siostrę! Gdy dotrzesz do progów
Ateńskiej mej stolicy, wzniesionej przez bogów.
Zbudujesz w miejscu świętem, u onych rubieży
Attyckich, gdzie się grzebień karystyjski jeży —