Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/471

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zyskałbym miano w Argos; Focys, co się nurza
W dolinach spoglądałoby tak samo na mnie.
Tłum ludzki, a wszak tłum jest niegodziwy, kłamnie
Powiedziałby, żem zdradę popełnił na tobie,
By siebie uratować, lub że ległeś w grobie
Li dzięki moim sidłom, jako że zburzony
Jest dom twój i że jest to spisek z mojej strony,
By zająć tron królewski i wraz z ręką siostry
Zagarnąć twą puściznę. Ten-ci język ostry
Napełnia mnie obawą, a i wstyd mnie bierze,
Więc myślę z tobą ducha wyzionąć, ofierze
Tej poddać się i zginąć na stosie, boć przecie
Jam druh twój i przygany lękam się na świecie.

ORESTES.

Mów sobie! Ja się z swego nie wykręcę losu,
Dwóch ciosów nie dopuszczę, gdy jednego ciosu
Jest dosyć!.. Te zgryzoty, te wszystkie zarzuty,
O których tu wspominasz — i ja z nich wyzuty
Nie będę, jeśli ciebie, coś w takiem żył ze mną
Przymierzu, zechcę zabić... Dla mnie śmierć przyjemną —
W tej doli, co mnie ściga, nie żal życia straty!
Rzecz inna co do ciebie: ty jesteś bogaty
I dom twój nieskalany, nie szwankuje w niczem,
Mój zasię nieszczęśliwy, z skażonem obliczem.
Ocalon jeśli dzieci z moją siostrą, którą
Na żonę-m ci przeznaczył, spłodzisz, wzdyć ponurą
Ma dola nie zostanie: żyć będzie w pamięci
Me imię, dom ojcowski — niechże mi się święci —
Nie wymrze bez potomków. Idź więc i w siedzibie
Żyj dalej rodzicielskiej. A skoro na skibie
Helleńskiej znowu staniesz, gdy bogate w konie