Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/274

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Którego ofiarą padł syn.
Z wstydu bezmiaru
Skryć się pod ziemię, w pomroki Tartaru,
Albo na skrzydłach uciec ci najgodniej
Od miejsca zbrodni!
Już nigdy bowiem danem ci nie będzie,
Ażebyś stanąć mógł w szlachetnych rzędzie.
Wysłuchaj, Tezeuszu, jak jest z twoją dolą.
Choć na nic moje słowa, jeno cię zabolą.
Lecz poto właśnie przyszłam, by pokazać tobie,
Że syn twój był niewinny, że się może w grobie
Położyć nieshańbiony. Pragnę ci i żądzę
Małżonki twej wyjawić, a przytem, jak sądzę,
I jakąś jej szlachetność. Ugodzona strzałą
Bogini, wstrętnej dla mnie i dla tych, co całą,
Największą widzą rozkosz w dziewictwie, rozsądkiem
Pragnęła przed miłosnym uchronić się wrzątkiem.
Zgubiła ją piastunka, która się zakręci
Od razu i synowi twemu, wbrew jej chęci,
Objawi jej namiętność, zmusiwszy go przytem,
By milczał, pod przysięgą. On-ci, należytem
Kierując się uczuciem, nie uległ namowie.
Przysięgi tej dotrzymał, jako że bogowie
Są w czci u tego męża — wiernie jej dochował,
Choć ojciec taką krzywdę przeciw niemu knował.
Zaś ona, pełna trwogi, aby ktoś jej skazy
Nie odkrył, te kłamliwe skreśliła wyrazy,
Mające zgubić syna. I tyś im zawierzył.

TEZEUSZ.

O biada!