Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


FEDRA.

Prócz śmierci, nic innego wymyśleć nie mogę —
Jedyny to mój lekarz, jedyny obrońca!

Na scenę wpada
HIPPOLYTOS.

O matko moja, ziemio! O wy blaski słońca!
I cóż ja słyszeć muszę?! Straszliwe wyznanie!

PIASTUNKA (która wpadła bezpośrednio za nim)

Bo jeszcze kto usłyszy! Cicho, słodki panie!

HIPPOLYTOS.

Być cicho, takiej świadom ohydy i zguby?!

PIASTUNKA (chwytając go za rękę).

Na gładką twą prawicę zaklinam cię, luby!

HIPPOLYTOS.

Precz! Precz stąd! Puść tę rękę! Nie tykaj odzieży!

PIASTUNKA (padając na kolana).

Litości! Na kolanach ta, co w ciebie wierzy!

HIPPOLYTOS.

Powiadasz, że twe słowa cne są i szlachetne?!

PIASTUNKA (wstając).

Nikt wiedzieć nie powinien, o me dziecię setne!

HIPPOLYTOS.

Nie! O tem, co jest dobre, świat ma wiedzieć cały!

PIASTUNKA.

Chcesz łamać to, co usta twe poprzysięgały?

HIPPOLYTOS.

Tak! Usta, lecz nie serce! Przysięgi te na nic!