Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PIASTUNKA.

Pomocy-ć, nie nauki trza, mój skarbie słodki.

FEDRA.

Czy abyś nie za mądra? Tego ja się boję.

PIASTUNKA.

Za nadtoś bojaźliwa! Skąd te lęki twoje?

FEDRA.

Ja nie chcę, byś co rzekła synowi Tezeja.

PIASTUNKA.

Daj spokój! Już to wszystko dobrze się poskleja.

(przechodząc obok posągu Afrodyty)

A tylko ty mnie wspieraj, morskich fal królowo!...
Pozatem wiem ja dobrze, gdzie kierować słowo...
(znika).

CHÓR.

Erosie! Erosie!
Ty, nawiedzając ludzi.
Wzrokiem swym budzisz tęsknotę,
Do serc rozkosze przelewasz im złote!
Na złe niech ku mnie twa się moc nie trudzi,
Niech mnie ominą niepomierne żądze!
Ogień ni gromów tych strzały,
Tak sądzę.
Nigdy tej siły palącej nie miały,
Co one bełty, które rzucać może
Z rąk Afrodyty
Żarów niesyty
Eros, dzieciątko to boże!

*

Daremnie, daremnie
Nad Alfejskimi brzegami