Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O, temu nie będzie, zapewniam, zbyt łatwa
Ta droga żywota... Nasamprzód potrzeba
Wychować, a potem zapewnić kęs chleba,
A potem człek nie wie, dla kogo się trudzi,
Czy dobrych on ludzi,
Czy złych pozostawi? A jeszcze, pozatem,
Jest dola najgorsza, władnąca nad światem:
Zgromadzon dobytek, wyrosły dziecięta
Na duchu i ciele, a oto zawzięta
Potęga się jawi, śmierć idzie zuchwała,
Jak tu, i do Hadu unosi ich ciała!
Dla czegóż to jeszcze — o, niech mi kto powie! —
Do innych udręczeń przydali bogowie
I to najstraszliwsze dla człeka,
Że śmierć już na dzieci gdzieś czeka?!

MEDEA.

Z tęsknotą za wieściami, przyjaciółki moje,
Co stało się w tym domu, zbyt długo tu stoję.
Lecz oto pędzi ku nam służebny Jazona.
Wiadomość nie wesoła, bo prawie że kona
Z zmęczenia — o patrzajcie! z tchem zapartym bieży.

Na scenę wbiega
POSEŁ.

Spełniłaś czyn okrutny! Radzę jaknajszczerzej:
Uciekaj precz, Medeo! Uciekaj ukradkiem,
Co wpadnie ci pod rękę, czy wozem czy statkiem.

MEDEA.

Dlaczego mam uciekać? A skądże ta rada?

POSEŁ.

Nadobną córkę króla spotkała zagłada.
Z nią razem i Kreonta czary twe zabiły.