Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


CHÓR.

Więc niechże syn Mai prowadzi cię w dom
I mocy niech doda szlachetnym twym tchom,
Byś spełnił swe chęci! Ja zasię w pamięci
Mieć będę to wciąż,
Iżeś czcigodny jest mąż!

Ajgeus wychodzi.
MEDEA.

O Zeusie, i ty, Dike, płodzie Zeusowy,
I Światło ty słoneczne! Teraz, białogłowy
Me lube, swoich wszystkich nieprzyjaciół zmogę,
Albowiem na właściwą wstąpiłam już drogę.
Nadzieję mam, iż zemsty już nie ujdą mojej,
W najgorszej oto chwili człowiek za mną stoi,
Co plany me do portu powiedzie bez zdrady.
O brzeg się ten zahaczę, do grodu Pallady,
Do twierdzy jej przybywszy. Teraz jam gotowa
Wyłuszczyć wam swój zamysł — nie wesołe słowa!
Służebną którąś poślę i wezwę Jazona,
By stanął tu przedemną. Wówczas go przekona
Łagodna moja warga — gdy spojrzy mi w oczy —,
Że wszystko dobrze zrobił, że gdy się jednoczy
W małżeństwo z córką króla, czyni to rozumnie
I zacnie, chociaż przez to ból się rodzi u mnie,
Że sprawa weźmie obrót szczęśliwy... A dalej
Poproszę, iżby dzieci stąd nie wypędzali,
Nie iżbym je zostawić chciała tu na zawsze
Na moich nieprzyjaciół szyderstwo najkrwawsze —
Nie!... Chytrze pragnę zgładzić tę królewską córę!
Swe syny poszlę do niej, ażeby niektóre
Zanieśli jej podarki: wianek szczerozłoty