Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdyś ty mi wzięła radość żywota.. Uświetni
Łożnicę mą twój posąg, arcydzieło mistrza:
Upadać będzie przed niem miłość najognistsza
I biorąc je w objęcia i twoje nazwisko,
O żono, wymieniając, uwierzy, iż blisko
Ty jesteś!... Lecz niestety! rozkosz to lodowa,
A przecież dla mej duszy ulgę w sobie chowa...
I w snach mi się pojawisz i dodasz otuchy,
Boć słodko jest oglądać w takiej nocy głuchej
Przyjaciół, skoro zechcą ukazać się we śnie...
Ach! Gdybym Orfeusza język miał i pieśnie
Mógł nucić tak czarowne, o sile tak szczerej,
Ażeby niemi wzruszyć córkę Demetery
I męża jej i hymnem wyciągnąć cię z Hadu,
Zstąpiłbym do podziemi bez obawy śladu —
Nie strwożyłby mnie Pluto ani bestya dzika,
Ów brytan, nie lękałbym się dusz przewoźnika,
Charona — zszedłbym k’tobie i wywiódł do słońca.
Tak, zasię, czekaj mnie tam aż do mego końca.
Przygotuj dom, abyśmy, jako dzisiaj u mnie,
Mieszkali razem z sobą. W cedrowej się trumnie
Rozkażę (wskazując na dzieci) im pochować, członki swe przy tobie
Wyciągnę, bym z małżonką tak wierną i w grobie
Pozostał już na zawsze...

PRZODOWNIK CHÓRU.

Jako przyjaciele
Ze swymi przyjacioły, i ja ból twój dzielę
Nad dolą takiej pani... Zasługuje na to.

ALKESTIS.

O dziatki! Słyszałyście, co powiedział tato,