Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Gabryel cicho wiosłując w milczeniu
Patrzył na domy Selima stolicy
Jak biegły rządem, sklepienie w sklepieniu…
Łącząc się, giną, ulicą w ulicy…
Domy nad domy pną się w wyniesieniu –
To jeszcze Greków ręce budowały
Co ich!... przestoją, jak wieki przestały!...
Umilkły glosy, o mroku wieczornym
Muzułman głosem modli się pokornym
Imię proroka sławiąc, Allach woła
Niech turban z Baszy nieupada czoła!...
Po chwili – w ciszy, od lądu – z daleka –
Ciche ozwały się dźwięki gitary
I głos niewieści przez fale ucieka
Lekkim podźwiękiem, w duszy budząc czary –
Gabryel słucha, głos ten chwyta, goni,
Słucha… i wiosło zadrżało mu w dłoni
I ogień błysnął w młodzieńczej źrenicy
On ją wzniósł w górę, i patrzy, czy z dala
Nie anioł śpiewa, co gwiazdy zapala?...
O nie!... to tęskna pieśń, to pieśń dziewicy,
Bo głos ten płynie z za murów Charemu
W głosie tym dzieje odbiły się losu –
Cichszy od nocnych słowików on, głosu
Smutniejszy niż pieśń pogrzebu… Czyż jemu
Pieśń ta znajoma? czy głos co ją nuci?...
On ją gdzieś duszą słyszał – a wśród duszy
Już zniknął pokój!... o – ! któż go powróci –
Któryż grom w sercu szał burzy zagłuszy
Jeżeli chwila jej pokój zakłóci?...
Jak pieśń go wzięła – tak pieśń tylko wróci!...
Gitara dźwięczy – tak cicha… tak miła…
I strumień pieśni, po strumieniu fali
Coraz to ciszej – i ciszej się żali
W tem pieśń umilkła.
Łódź o brzeg trąciła. –