Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Śmierć nieśmiertelnej doli zaręczenia!
Rok sięga końca – o mój miły bracie
Jak wziąłeś strój ten zakonny i cichy,
W milczeniu wszedłeś pomiędzy nas mnichy
Co się za powód mógł oddziać w tej szacie?
Bo na twej twarzy wyrył się namiętnie
Głęboki smutek – i milczenie twoje –
Z pogardą na nas patrzysz, obojętnie –
Janie – tyś dawno zyskał serce moje!
Bo ci co milczą, cierpiąc niemo, dumnie –
Podobni świątyń zwalonych kolumnie
I takich zwykle ludzie cenią – w trumnie!..
Wczoraj w ogródku, kędy twoje grządki
Tam gdzie najchętniej, wśród lata przebywasz,
A wśród widoków wzrokiem odpoczywasz,
Ja już widziałem wiosenne porządki! –
Widziałem «Marya» twą ręką pisane
I jakieś słowa, które śnieg przyprószył
Widziałem idąc – bo wiatr śniegi wzruszył
Jeszcze słów ślady były nakreślane –
Jeźli pobożność te słowa kreśliła
Dobry mój synu. – Marya dłoń święciła!
Lecz jeźli jakie uczucie tej ziemi
Przymieszasz w kielich do dna bezdennego –
W najświętszych chwilach – z ofiary tajnemi
Dostoisz w obec ukrzyżowanego?..
I czy potrafisz o zaparcia niebie
Mówić – kiedyś się nie zaparł sam siebie?
O czyż jest piekle, straszniejsze na ziemi
Nad słowo Boże, usty kłamliwemi
Wypowiedziane z góry – nad wiernemi?...
Dwadzieścia ledwie ubiegało ci wiosen,
A już rzuciłeś się w te grobów progi
Gdzie towarzystwem – szum alpejskich sosen
I drogą życia kolej śnieżnej drogi,
Którą życia kolej śnieżnej drogi,
Którą w półzmarzłych wyszukiwać z psami
Żyjąc jak skały pomiędzy skałami
A zwyciężywszy – siebie, wolę, ciało –