Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/437

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Modlić się tobie stwórco, trącać arfy struny
Kiedy biją do koła twej arfy pioruny,
Odgrzmiane stotysięcznem echem w skał sklepienia,
Jak głos twój «stań się!» wśród chaosów przedstworzenia...
Ha! milcząc usta drgają — lecz pierś szarpią pieśni,
Bo pieśń wstaje wulkanem wśród ogromu tego,
Ryczy kaskadą lawy coraz to boleśniej —
Więc modlitwą niech jedno — jedno będzie słowo —
Co będzie ciałem — góry uderzą mu głową:
A tą modlitwą:
Polska!...
Dziecię ducha Twego!...


V.

Modlić się tobie Ojcze! w modlitwie powtórzę,
Co duch widzi z skał szczytu na którym stanąłem,
Tam — naród krzyżowany z poranionem czołem —
Tam kości męczenników bieleją stosami —
Płyną zdroje z wygnańców łez, co od ojczyzny
Daleko gdzieś skonali — dalej — młode blizny
Gwieżdżą jasnemi słońcami i gwiazd promieniami...
Tam na dole ból wielki!... o! bolą ich rany!!!...
Młodzież smutna — i żywe trupy — dusz zwątpienie
Jeden grób mego ludu — co dźwiga kajdany!...
A po tej wielkiej trupów, świętych piramidzie
Ha!... to On!... na tę ziemię na sąd straszny idzie!...
I krwawo — czarno — w tem —
Zabłysnął grom na grobie
Grób pękł —
I światłość stała się po całym globie!


VI.
SONET OSTATNI.


Ciszo! błogosławiona królowo żywiołów!...
Tutaj schodzą zapewne postacie aniołów
Brać do nieba uśpionych dusze wzlatujące...