Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/387

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rzewniej zdrój szemrze ... milej drzewa szumią,
Jak gdy pociechy westchnienia przytłumią...
Brąz schylonego w oddali posagu
Błyszczy wśród krzyżów jak światła kolumna,
Topola szepcze w północy przeciągu,
W dali coś świeci... to spróchniała trumna...
I taka święta spokojność na niebie,
I taka błogość wśród grobów jaśnieje...
Że w duchu dawne budzą się nadzieje —
I chociaż czarny z niemi promienieje,
Jak orzeł krzyknie: Weźcie mnie do siebie!...
Ludzie odbiegli — dawno z swemi łzami!
A zdrój, co myje tej kapliczki stopy,
W biegu swym szumi błędnej ducha stopy,
W biegu swym szumi po kamykach grając:
«Świat jest cmętarzem błędnej ducha stopy,
«Kto tam umiera, tu wraca konając
«Po nowe życie — i skrzydła tęczowe —
«Dotąd znał tylko arcydzieł połowę...
«Niechaj po grobach spojrzy w zamyśleniu —
«Kamień na myśli — a myśl na kamieniu!...»
O! płyń, płyń falo! I my pójdziem z tobą
Tam znaleźć, cośmy przeczuli żałobą,
Słońce zachodzi, by wstać w nową dzielność,
I duch ludzkości — to jest nieśmiertelność!...
A wtem z ciemności powstał duch zwątpienia,
Wielki jak nicość — straszniejszy niż szatan —
Ze wszystkich Furyi żmijami poswatan,
Począł iść na mnie z śmiechem znicestwienia...
Czoło miał z miedzi... i wzrok który pali...
Jak ci co Polski podział podpisali...
Krzyżam się ciała uchwycił połową —
I w dal rzuciłem za nim — trupią głową —
Która przepadła w kwiatach...
I majową
Rosą gorące przeżegnałem czoło —
A raptem jasno stało się w około,
Promień księżyca znowu ku mnie strzela,
I spada na mnie — jak łza przyjaciela,