Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/372

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Paprocie w pertach, z północy kwitnące
I smętne trzciny na falach,
Nad niemi we mgłach czajki zawodzące,
Jak dusze w czyścowych żalach...
Ależ bo ogród nasz — to dębowy
Bór, co dziewiczo szumiący,
I chorał sosen średniowiekowy
O Jeruzalem! wiekach trzmielący...
A ze skał dziko strómień strącony,
Co grzmi, jak szatan, w otchłanie,
Lecz jasną tęczą czasem zwieńczony —
I nad nim lasów szemranie...
A nocą księżyc w pianach kaskady
Gra cichym, złotym promieniem,
Jak na kochanki patrząc sen blady
Namiętnem oka płomieniem...
I nieuczeni ptacy tam śpiewają
I wszystko w krasie dziewiczej,
Od Salomona wspanialszy strój mają,
Cudne, choć dzikie oblicze —
I ogród cudny — ach! bo odludny,
Gdy burze nad nim się, skłonią
I błyskawice. — Łzawe dziewice
Mknące przed grzmotów pogonią!...
Grom ryknął,
Jakby krzyknął
Bóg!... drży natura...
Szumi las rozszalały, leci liści chmura —
A grzmoty po skałach się toczą
Jak gdyby gniewny Bóg niebiosów drzwiami
Trzasnął — i oczy słońca zaszły łzami
A chmury jak trzody się tłoczą
Az uwieńczone ciszą i tęczą
Wśród woni łzawe róże się wdzięczą,
I szatan milknie — kolej na anioła —!
Ciche błękity dzwonią skowronkami,
Co lecą burzę ukończyć psalmami...