Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/347

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bóg je roztarga rozsypią się łzami,
Jak perły wśród wieczności i błękitów — !..
Duchy w dwojaki rozwieją się taniec
I gwiazd — słońc — komet zagaśnie kaganiec,
Gdy On na tęczy zasiądzie z szczytów!...
Śpij — śpij — aż grzmiąca trąba archanioła
Rozedrze groby — i na Cię zawoła...
A wtedy wstaniesz — niememi oczyma
W świat pójrzysz, w inny, gdzie tęsknoty niema...
(Tu łzy ubogich co klęczą dokoła,
Są najpiękniejszą dziś tobie ozdobą
Ty nad ich nędzą błysłaś łzą anioła...
A oni tutaj dziś płaczą za tobą —
Sercem, boś ty im nie tę nędzę ciała,
Tylko ze łzami ocz ich ocierała,
Lecz sercem serca kojąc im tęsknotę,
W ich cierń promienie powplatałaś złote!...
Oni ci szczęście wymodlili twoje,
Że w chmur wiosennych Bóg cię odział stroje —)
Jak anioł wiosny co pierwszy uderza
Gromem niebiosów z tą ziemią przymierza,
W łzy te jak w perły ozdobisz warkocze
By stanąć piękna przed tronami Boga,
Jak duch co wszystkie uczucia urocze
Niesie przed niego od tej ziemi proga,
Lecz sam żadnego ziemskiego uczucia
Niema — prócz wieczystej za Bogiem tęsknoty —
Co w uśmiech wieczny na ustach mu płacze,
Prócz niemej skargi nędz ludzkich współczucia
Miłości kraju silniejszej od wroga
Co w uśmiech stroi boleści tułacze!...
Za życia ciebie nigdy nie widziałem
Lecz smutek pieśni z ich żałością zlałem!...
Bo mnie twa cicha piękność zachwyciła,
Co twarz w pośmiertny wdzięk rozanieliła...
Oto już idzie chór czarny — żałosny —
Czterej młodzieńcy na barkach Cię niosą,