Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/318

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


    A ja blednę niby z strachu
Psy wyją i uciekają,
Ze mnie śmiał się kot na dachu,
Sowy ciemność uciekają,
                  Oj! ach! uciekają,
Ze mnie śmiał się kot na dachu...

    Oj! wy gwiazdki, chmurki złote,
Wy cmentarni słowikowie,
Wy nieznacie mą pieszczotę –
Tak się pieszczą aniołkowie,
                  Oj! ach! aniołkowie,
Gdy im nów dobranoc powie ...

    Tak mnie pieści, tak mnie tuli,
Tak mi w oko patrzy smutno,
że się kamień łzą rozczuli,
A w księżycu łza pokutną
                  Ach! ach! łza pokutną
Kiedy kamień się rozczuli!



ORLI SZLAK.

Leciał, leciał , orzeł siry
       Nad cmentarze, nad kurhany
Przez chmur czarne szumiąc kiry
       Pruł pęd wichrów rozuzdany...
Leciał wyżej, wyżej – wyżej –
       Witać słońca ranny świt
Nieba bliżej, coraz bliżej
       Siadł na śnieżnej skały szczyt!
Leciał, leciał orzeł siry
       Po nad bory, skały, rzeki,
Nad wsie miasta, nad fal wiry,
       W lot swobodny, w lot daleki…
Wśród błękitów sam żeglował,
       Krzykiem witał słońca świt,