Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I gdy mi wszystko zgasło po kolei,
Tyś jest nademną jak gwiazda nadzieji
Dużo mi zbrodni cięży na sumieniu
M[n]iejsza o gwiazdy, co w duszy gorzały,
Zgasły od łóny nocnej – w zachwyceniu
Z ust ludu: Cnoty Śmiałego się zwały!...
Co jak gołębie w locie pospadały –
Serce zabyło skarg, łez, i dumania
Jak popielnica, pełna już, grobowa
nieprzyjmie kropli! gdy w wieków zarania
Pęknie – niech płyną z niej mych dziejów słowa!
Wszystkie je powiem, nim padnie ta głowa!...
Biada tej głowie! najpierwszej, wieńczonej,
Biada tej skroni niegdyś wyniesionej:
Jam jest Bolesław syn Restauratora, [1]
Ja Piast ostatni, co niegdyś w dniach chwały
Tron moich ojców osiadłem: Przekora;
I byłbym wielki – gdyby nie skarlały
Pychą!...
Co z szczytów pchnęła mnie w otchłanie,
Kędy płacz wieczny i zębów zgrzytanie –
Ona mnie w sine pierścienie spowiła,
I żądłem trucizn serce przepełniła!...

XII.

Dni moje pierwsze jak jasny wschód słońca
Zeszły nad Polską w świeży życia ranek,
Dni moje pierwsze! o jasne bez końca
Jako klucz orłów lecący w poranek,
Lance w wiosenny uwiły się wianek –
Ledwie że pomnę te urocze chwile,
Co pacholęciem na mej matki łonie
Marzyłem sennie, uroczo i mile –
Gdy już koronę kładli mi na skronie!...
O! matkaż moja!...
Jako nad pasterzem
Wierzba uwisła – nad snami dziecięcia

  1. Przypis własny Wikiźródeł  Restauratora – odnowiciela – Kazimierza Odnowiciela.