Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przygody Jasia.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szopę tę zbudowali... bo tatko mój biedny jest i sam nie miał za co... Zbudowali tedy szopę na współkę i razem w niej garnki wypalają... Dziś już dużo garnków w jednym piecu wypalili, a teraz rozłożyli ogień w drugim, żeby resztę wypalić... Ot co!
Tu podskoczył wysoko i dodał.
— I ja będę garncarzem. Tatko mię uczy rzemiosła i dziś już sobie takiego ślicznego koguta ulepiłem!...
— Pokażesz mi tego koguta? — z zajęciem zapytał Jaś.
— A dla czegóż nie? Z największą ochotą — odpowiedział Wincuk; Marylka będzie z niego bardzo kontenta.
— Któż to taki, ta Marylka?
— To moja siostrzyczka, maleńka jeszcze, trzy lata ma; ale ja i mniejszą mam... taką... taką maleńką, w kołysce!
— I ja miałem także siostrzyczkę... taką malusieńką... w kołysce.
— A teraz cóż — wyrosła?
— Ej nie! — smutnie odpowiedział Jaś — umarła.
— To szkoda — rzekł Wincuk i zarazem otworzył drzwi jakiegoś domostwa.
— Ot i chata nasza — rzekł — babula pewno krzyczeć będzie... ona zawsze krzyczy...
Nie dokończył, bo Jaś, przechodząc małe, ciemne sionki, potknął się o sprzęt jakiś, który upadł i stuknął. W tej chwili usłyszał za ścianą krzyczący głos:
— Kto tam taki po sionkach łazi i sztuki wyprawia? pewnie to Wincuk... łotrzyk ten... do tej pory włóczy się...
Tu Wincuk drzwi otworzył i Jaś zobaczył wnętrze chaty garncarza. Była to izba dość obszerna, ale bardzo nizka, z okopconemi ścianami i aż czarnym prawie sufitem. Pod ścianami znajdowało się parę stołów, kilka stołków i jedna długa ława, w głębi zaś izby palił się na kominie wielki ogień, a przed tym ogniem... przed tym ogniem stała kobieta, na której widok Jaś, ośmielony i rozweselony rozmową z Wincunkiem, uczuł znowu ogarniającą go trwogę.