Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w ich tajemniczą, bo przez nikogo, oprócz fal i wiatrów, nietkniętą gęstwinę dłoń moją zanurzył... Pozwalasz? chcesz?
Tak już przybliżył się do niej, że całą ją ogarnął słodkim zapachem mirry, najprzedniejszej zapewne z perfum używanych na dworze Tetydy i Posejdona. Ona zaś, jak i wprzódy do połowy z wód wychylona, z dłońmi wspartemi o fale, wydawała się ciągle i jednako martwą, tylko alabastry ust jej trochę, bardzo nieznacznie, zmiękły i złagodniały. Spostrzedz to musiał Akis, bo nalegał dalej.
— Mniemasz może, żem ciebie niegodny i że nierównie świetniejszą uczynićbyś mogła partyę, niż gdybyś została małżonką takiego, jak ja, młodego fauna? Prawda, że tylko faunem stworzyli mię bogowie, ale ojciec mój jest pierwszym szambelanem Posejdona, a matka najulubieńszą frejliną Tetydy. Wysokie to są w morzu stanowiska i dla mnie świetną przyszłość rokujące. Przy wpływie rodziców, protekcyi krewnych i sprycie własnym zajść mogę daleko i wcale nie jest rzeczą niepodobną, aby mię pierwszorzędni bogowie do rzędu wyższych bóstw zaliczyli. A wówczas i ty, Galateo, jako małżonka moja, z nimfy przemieniłabyś się w boginię, Afrodycie i Artemidzie równą; możebyś nawet pięknością swoją Afrodytę zwyciężyła i na jej tronie w Olimpie zasiadła. O, nie jestem ja