Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


na srebrny rożek księżyca, wyglądający z za sosen na wzgórzu. Myślał wtedy:
— Czyżbym się mylił? Czyżbym zmarnował życie? O, źródło życia wszelkiego i jedyny zbiorniku wiedzy, jakiemi naprawdę są twoje prawa i rozkazy? Takiemi, jakie uczyniły brata mego dzielnym i szczęśliwym, czy takiemi, jakie pełniąc, stałem się przedwcześnie zestarzałym i bardzo, ty jeden wiesz, jak bardzo — smutnym?
Ilekroć znowu zbliżał się do przeciwnego końca drogi ogrodowej, tego, który dotykał domu, wznosił oczy ku oknu brata, w którem oddawna już światło zagasło i zapytywał w myśli:
— Który z nas głupi, a który mądry: on, czy ja?

III.

Ze stacyi kolei, na którą odwiózł brata, Zenon Hornicz udał się do miasteczka poblizkiego, skąd miał wziąć mechanika dla poprawienia zepsutej młockarni. Zabawił tam dość długo, bo musiał widzieć się z weterynarzem, pomówić z kupcem, któremu sprzedawał zboże i załatwić trochę drobnych potrzeb domowych i gospodarskich. Dlatego