Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


obowiązku, strzegą tego tylko, żeby nie uronić najmniejszej jego cząstki i, zapatrzeni w gwiazdę daleką, jak ślepcy, omijają kwiaty a włażą w cierniste zarośla? Który z tych dwóch gatunków ludzi jest naprawdę głupim, a który mądrym?
— Zdaje mi się — odpowiedział Wiktor — że w tem, jak we wszystkiem, najlepszym jest rozsądny środek. Pracować trzeba, bo bez pracy człowiek musi stać się łachmanem poniewieranym i nieużytecznym. Uczciwość i rzetelność w stosunkach pieniężnych, to rzecz honoru, którego pozbywszy się, człowiek się przerabia — za pozwoleniem twojem — na świnię. Cenię nawet do pewnego stopnia i dobroczynność, bo cierpienie ludzkie, kiedy je widzę, obudza we mnie litość, i byłbym ostatnim egoistą, gdybym nie umniejszył go jakim okruchem, który ostatecznie nic prawie nie znaczy dla mnie, a dla cierpiącego może w danym razie być wsparciem i ulgą. Ale na tem koniec i oprócz tego nie wiem doprawdy, czegoby człowiek rozsądny mógł od siebie wymagać?
W tej chwili usiedli na ławce, stojącej u brzegu drogi w mglistem świetle księżycowem i Zenon z żywością mówić zaczął:
— Czyż na tem koniec? Czyż doprawdy