Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/299

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Siedział przy stole, oświetlonym lampą i myślał: »Jakimże będzie później los tej kobiety, jeżeli teraz jest już takim!«
W młodości był popędliwym; potem przezwyciężał w sobie tę wadę silą przekonań i woli, aż wyleczył się z niej prawie zupełnie. Teraz, pod wpływem złej namiętności, która wślizgała mu się w serce, dawna ułomność charakteru wychodziła z kryjówki, w którą ją był zapędził. Kiedy nakoniec Wiktor i Rozalia weszli do salki jadalnej i usiedli przy stole, oboje z oczyma więcej niż zwykle błyszczącemi i trochę przymuszonemi uśmiechami na ustach, Zenon zwrócił się do brata z zapytaniem:
— Czy termin twego ślubu z panną Amelią jest już stale wyznaczony?
Słowa te były prawdziwem coup de théâtre, które przecież trwało tylko jedną minutę. Wiktor zmieszał się ogromnie; po wyrazistej twarzy Rozalii przebiegło drganie nerwowe; Sabina upuściła na spodek łyżeczkę i tak się zlękła, że oczy jej biegać zaczęły. Ale w niespełna minutę Rozalia pierwsza, uprzejmym ruchem zwracając się do Wiktora, ze spokojnym uśmiechem przemówiła:
— Pan ma narzeczoną?
— Tak — zwolna i z wahaniem w głosie odpowiedział Wiktor — to stara historya,