Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/297

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


gęstwiną włosów, upiętych z prostotą i smakiem. Wszakże to narzeczona Wiktora, kobieta, którą ma wkrótce poślubić, która mu ufa, w tej chwili może myśli o nim z tęsknotą i upewnieniem, że jest kochaną głęboko i wiernie! Tymczasem głębokość i wierność jego uczucia jest taka, że nie mogą oprzeć się powabom pierwszej lepszej starej panny, trochę jeszcze pięknej i roztropnej! On, Zenon, od bardzo dawna nie miał i nie mógł mieć dla żony innych uczuć nad szacunek i przyzwyczajenie, ale nie pozwalał sobie nigdy na cień jakiejkolwiek kompensaty w tym kierunku. Ile go to kosztowało, on jeden tylko wiedział, ale była w nim prawość i litość, które nie pozwalały oszukiwać, ani zadawać cierpień. To też teraz oba te uczucia były w nim obrażone. Żal go zdejmował nad tą nieznajomą, już zapomnianą, już zdradzoną, a dla niego idealną, jeżeli tylko dusza jej była podobną do swej powłoki. I człowiek, który miał wkrótce posiąść to czarujące stworzenie, a w wieku już dość spóźnionym przeżyć pełnię szczęścia młodzieńczego, upędzał się jeszcze za tą okruchą uciechy, za tą przyjemnostką chwilową, osiągniętą kosztem zdrady względem tamtej, zmącenia pokoju tej!
Był zbyt przyzwyczajony do wglądania