Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


osób było także wystrojonem. Zenon już nie pamiętał, kiedy widział żonę tak starannie ubraną i uczesaną; miała nawet pasek kolorowy dokoła wątłej kibici i jakąś zalotną kokardę w jasnych włosach. Na czarnej sukni Rozalii połyskiwały ozdoby dżetowe. Anielka, cała w bieli, i Kazio, w kostyumie marynarskim, wyglądali na królewięta w porównaniu z codzienną swoją postacią. Ale z pomiędzy wszystkich Wiktor był najświetniejszym. Zmuszony wczoraj do pozostania w ubraniu podróżnem i okurzonem, dziś ustroił się á quatre épingles, w sukno czarne i cienkie, w przód koszuli olśniewającej białością, w srebrny znak inżynierski u klapy surduta. Przytem, ilekroć wbiegał w pas światła słonecznego, rozniecały się na jego osobie dwa małe ogniska blasków tęczowych: jedno pod szyją, drugie na małym palcu ręki. Były to brylanty tkwiące w szpilce od krawata i w pierścionku zapewne zaręczynowym.
Powietrze było przejrzystem jak kryształ, nieruchomem i bladozłotem; pasy światła słonecznego i pasy cieniów, nierówne, postrzępione, kładły się na trawę, usianą opadłemi z drzew liśćmi czerwonemi, brunatnemi, żółtemi. Pomiędzy te liście, szeleszczące przy każdem dotknięciu, spadały gradem ze wstrzą-