Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/269

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jach. Tu Zenon zwierzał się przed starszym bratem z zawodu serdecznego, który go spotkał od kobiety ubóstwionej, a Wiktor opowiadał mu o pożyciu szczęśliwem z tą, którą niedawno był poślubił. Nie był jeszcze wówczas bogatym, nie miał ani takiego znaczenia, ani pewności siebie; doświadczał obok szczęścia domowego wielu trosk i niepewności. Ileż dni upłynęło od onych nocy przerozmawianych z bratem! Ile zmian zaszło w położeniu i usposobieniu ich obu! Jakiem nagłem, rzewnem przypomnieniem godzin życia porannych i przedpołudniowych, uderzy mu serce na widok tego pokoju!
Lampę znaleźli już zapaloną; na krześle przy stole stała zamknięta skrzynka podróżna, do której Wiktor zbliżył się wprost ode drzwi i otwierając ją, plecami do brata odwrócony, półgłosem mówić zaczął:
— Powiedz mi, Zenku, dlaczego ta wasza Rozalia nie wyszła za mąż? Taka pyszna kobieta! Czy nikt się nie poznał na niej, czy zanadto przebierała, albo może jakie małe nieszczęście, co?
Przy ostatnich wyrazach odwrócił twarz ku bratu i filuternie mrugnąwszy, zaczął wydobywać ze skrzynki tualetowe przybory i drobiazgi. Zenon przez chwilę nie odpowiadał. Spuścił powieki, brwi ściągnęły się