Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ależ tak, to się rozumie, o tem przecież nie trzeba i wspominać! Piąte: nie zabijaj! szóste: nie kradnij!
Zenon przerwał śpiesznie:
— To elementarne! Naturalnie, że o moralności kodeksowej wspominać nawet nie trzeba. Ale po za jej granicami jest pole obowiązków i cnót bardzo szerokie.
Wiktor popatrzył przez chwilę na brata, zastanowił się i odpowiedział:
— A jest, rzeczywiście jest, nie wiem, czy takie szerokie, jak ty mówisz, ale jest. Tylko, że siostry miłosierdzia i inne tam owieczki Boże już po niem chodzą. I niech sobie zdrowe chodzą! Dla nas zaś kozłów światowych, przedsiębierczość, praktyczność, energia przedewszystkiem! Naturalnie, że rozbijać po drogach, ani kraść, ani weksli fałszować nie należy, bo za to można dostać się na tym świecie do kozy, a na tamtym, jak księża powiadają, do piekła, jeszcze gorszej, niż koza, instytucyi...
Kończył mówić, śmiejąc się, poczem spoważniał.
— A propos kozy, czy słyszeliście państwo o sławnym skandalu finansowym i wynikłym z niego procesie, który zdarzył się w dniach ostatnich?
Ponieważ zaś mieszkańcy Zapolanki nic