Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


dzie uczynić wiele dla siebie i dla innych. Wiktor, któremu brat przedstawił był Pawełka, jako wychowańca i pomocnika swego, z uprzejmem spojrzeniem na młodzieńca, zapytał:
— Czy zamierzona podróż pana zostaje w związku z odjazdem p. Górkiewicza?
Zamiast zapytanego, Rozalia odpowiedziała:
— A tak, pan Paweł jedzie także robić fortunę. Od dwóch miesięcy miał ten zamiar, a szwagier mój i my dowiedzieliśmy się o nim dopiero wczoraj i ze strony. Ale to nic dziwnego, bo po pierwsze, nie ma na świecie karesu, któryby nie poszedł w kąt dla interesu...
— Pani wybornie przerabia przysłowia! — zaśmiał się Wiktor.
Ona zaś dokończyła:
— A powtóre: gdzie konie kują, tam i żaby nogi podstawiać muszą!
Mówiła to swobodnie, wesoło, tak, jak gdyby nie przechodziło jej przez myśl dotknąć kogokolwiek temi słowami. Pawełek przecież miał minę człowieka, rozciąganego na torturach; Zenon Hornicz oburzył się za niego i rzekł z powagą:
— Co do żab i koni, to nie można nigdy twierdzić napewno, kto jest koniem a kto