Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Jest to istotnie szczególną cechą mego charakteru, czy umysłu, że sprzeczność czynów z zasadami wydaje mi się farsą, z której do łez śmiać się można.
Górkiewicz chodził po pokoju krokiem wzburzonym.
— Zasady — mówił — zasady! Mam je, tak samo, jak i miałem. Ale człowiek jest człowiekiem i żadne zasady nie mogą oprzeć się takiemu życiu, jakie tu prowadzimy. Psie życie!
— Przepraszam cię — przerwał z żywością Hornicz — życie jest psiem, na to zgoda; ale niema prawie takiego psa, któryby opuścił jednego pana dla drugiego z powodu szynki chudszej albo tłuściejszej.
— Gdyby miał rodzinę do wyżywienia i wychowania! Ja mam żonę i dzieci!
— Wielki Boże! — zawołał Hornicz — wkrótce posiadanie żony i dzieci udzielać będzie prawa zarzynania ludzi, dla zdobycia ich sakiewek!
Górkiewicz z twarzą pałającą stanął przed sąsiadem.
— Mówisz mi ciągle impertynencye, których nie zniósłbym od kogo innego, ale od ciebie znoszę, bo byliśmy przyjaciółmi...
— Byliśmy przyjaciółmi! — zawtórował Hornicz.