Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Cóż? żeni się pewno? Czy zwierzył się tobie? czemuż mnie o tem nie mówi?
Stary zaśmiał się zupełnie już złośliwie.
— Gdzie tam żeni się! On chce wyjechać do tych majątków, któremi pan Górkiewicz będzie rządził... Już podobno umówili się o pensyę i o wszystko. Pan Górkiewicz dwa miesiące już namawia Pawełka i on dziś do niego pojechał.
Horniczowi krew do głowy uderzyła...
— Ależ to nieprawda! — zawołał: — Górkiewicz nigdzie nie wyjeżdża! mówił mi sam tydzień temu, że są to tylko plotki...
Gumiennemu aż łopatki latały od śmiechu.
— Łgał, panoczku, dalibóg łgał, dlatego pewno, że panoczek byłby za to na niego niekontent: wyjeżdża, i Pawełka namawia, aby z nim wyjechał.
Czoło Hornicza tak okryło się zmarszczkami, że nie było na niem najmniejszego miejsca gładkiego. Górkiewicz był jedynym z sąsiadów, z którym żył w stosunkach przyjacielskich. Pawełka poczytywał za wychowańca i prawie za członka rodziny. Pierwszy kłamał przed nim, drugi taił się z zamiarami już od dwóch miesięcy. Czy podobna? Wzruszył ramionami. Wszystko jest podobnem! Ale kipiał od niecierpliwości do-