Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol III.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


koju mojéj matki i drzwi zamknęła za sobą na klucz, dlatego zapewne, abym już wejść tam ani probowała.
Emilka, która słyszała i widziała całą scenę, płakała cicho, siedząc na kufrze, ale nie mogłam się nią teraz zajmować, bo bałam się bardzo o matkę. Przyklękłam więc przy progu i przyłożyłam ucho do drzwi, aby posłyszéć, co się tam w jéj pokoju będzie działo. Słyszałam stłumiony głos Bini, która długo mówiła do mojéj matki coś, czego posłyszéć nie mogłam, potém odpowiedzi mojéj matki, z razu żywe i przerywane łkaniem, nakoniec łagodniejsze i spokojniejsze.
Po kwadransie może wszystko ucichło i tylko posłyszałam ciche stąpania po kobiercu dwóch osób: domyśliłam się, że Binia pomaga mojéj matce zdejmować ubranie i że ta udaje się na spoczynek. Spokojniejsza nieco powstałam od progu i poszłam ucałować zapłakaną Emilkę, która nie wiedziała, jakich dobrać słów i pieszczot, aby mnie pocieszyć. Po kilku minutach weszła Binia, i upewniwszy mnie, że matka moja uspokoiła się zupełnie i wkrótce uśnie, ucałowała nas obie na dobranoc i oddaliła się. Długo w noc rozmawiałyśmy z Emilką; rozmowa nasza, jak ziemia około swéj osi, obracała się wciąż około téj biednéj, złamanéj, osłabionéj istoty, która była moją matką. Niekiedy tylko niespokojném okiem zaglądałyśmy w tę krainę przyszłości naszéj, nad