Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol III.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Albo téż to, co czują, umieją bardzo zamknąć w sobie — żywiéj jeszcze dokończyła Zosia.
— Albo téż są tchórzliwemi dziećmi, niezdatnemi do boju, i z drżeniem trwogi uginającemi czoło przed bożyszczem sądów ludzkich...
— Albo jeszcze — podchwyciła Zosia — pysznymi ludźmi, którym duma szatańska nie pozwala zniżać się do walki, i dezerterami, ustępującymi z pola wtedy, gdy ramię ich nietylko za siebie, ale i za innych walczyć powinno.
Umilkli nagle, pobledli bardzo oboje. Z pomiędzy obecnych dla mnie jednéj ta urywana i z gorączkową żywością prowadzona rozmowa zupełnie jasną była. Zrozumiałam, ile w niéj było przypomnień, wyrzutów, wyjaśnień i niemego z obu stron błagania o przebaczenie. Raz jeszcze spojrzałam na nich oboje i z bardzo przykrém uczuciem pomyślałam sobie: teraz dopiéro silni jesteście przeciwko światu i złym mocom jego, lecz, niestety, na cóż się wam teraz przyda siła wasza?

XI.

Nazajutrz po wizycie Zosi i Emilki, kiedy według mego zwyczaju weszłam do jadalnéj sali, aby urządzić herbatę, powiedziano mi, że pan N. wyjechał już od godziny i rozkazał oświadczyć nam, że udaje