Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol I.djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pomyślałam sobie, że jak w téj chwili słońce wstępuje dla ziemi, tak dla mnie dziś wschodzi jutrzenka rozpoczynającego się życia.
I któż mi powié, że dzień o ranku pogodnym w południe zmąconym nie będzie burzą lub słotą?
Kiedy blaski słoneczne upadły na okna domówstw, a rzeka, całkiem już otrząśnięta ze swéj nocnéj szaty, płynęła spokojną pozłacaną wstęgą, ja klęczałam u okna i prosiłam Boga, królującego nad gwiazdami, aby pobłogosławił wstęp mój w świat nieznany i odsłonił przede mną drogi, jakiemi wstępować winnam.

IX.

I oplotły mię ramionami towarzyszki drogie, poczułam na méj twarzy łzy ich pożegnania, zamknęły się za mną wrota, za któremi przebyłam lat tyle i stary sługa mojéj matki na ręku prawie zaniósł mię do karety, w któréj obok mnie usiadła Binia.
Zabrzmiała trąbka pocztowa, koła potoczyły się szybko, za szybami karety przemknęły ulice rodzinnego miasta, rzeka zniknęła mi z oczu. Unoszona bystrym biegiem sześciu koni, uleciałam białym szlakiem drogi w świat, w dal, ku rodzinnym stronom méj matki.
Koleje żelazne nie łączyły jeszcze wówczas różnych a odległych stron kraju; podróż nasza, lubo pośpieszna, trwała dwie doby i, pomimo zajmującego wi-