Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Ostatnie nowele.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak; po godzinie błogosławionej, która nas połączyła na zawsze!
— I tyle pracy, tyle trosk, tyle bied...
— One łączące nas ogniwo wysadzały rubinami wspólnych...
— Bólów?
— Tak; dobry wspólnik bólu droższy stokroć nad miłego wspólnika wesołości...
— Bo rzadszy...
— Tak; Byłaś mi dobrą wspólniczką bólów i tragedję życia zaprawiałaś harmonją poematu...
— Gorycz życia tobie ujmować było dla mnie taką słodyczą. Lecz dziś...
— Tak samo jak przed piętnastu laty...
— Ja również...
— Więcej! Bo do miłości przybyła cześć...
— I wdzięczność...
— Tak. Skądże więc twe zdziwienie?
— Że dziś jeszcze, po piętnastu latach, w sercu twojem takie kochanie, a w mojej ręce, która wspiera się na twem ramieniu — taka ufność!
— I takie źródło siły mojej w szczęściu, którego ty jesteś źródłem...
— Tak. Szczęście jest źródłem siły...
— Jak słońce światła...
Zaszemrały na drzewach liście, zaszeleściły na piasku alei lekkie stąpania. Ludzie szczęśliwi mają stopy lekkie. Odeszli.
Nie byli, tak jak zakonnica miłosierdzia, echem spłynionem z pod zaziemskich stropów. Przez usta ich