Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Jędza.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiedziała, a potem niech tam pani sama co chce matce mówi, a czego nie chce nie mówi!
— Więc to coś bardzo złego?
— Jest i złe, ale dobrego więcej, a przecież umówiłyśmy się już, że zacznę od dobrych nowin... Ale, o kim pani chcesz, abym pierwej powiedziała: o rodzonych braciach, czy o nie rodzonych?
Jadwiga, bardzo niespokojna, niecierpliwie odrzuciła:
— Wszystko jedno. Niech już pani tylko choć raz powie, o czem tam pan Bolesław dowiedział się.
Obie tą żywą rozmową zajęte i od okna nieco oddalone, żadnej na nie uwagi nie zwracały i nie spostrzegły, jak przez dziedziniec przewlokła się stara przygarbiona kobieta, w kapeluszu ze starem piórem i z książką do nabożeństwa u piersi. Do połowy tylko nieszporów była w kościele, bo uczuła się tak słabą i zmęczoną, że modlić się jej było niepodobna.
— No, to dobrze — trzepała Paulina, — kiedy pani wszystko jedno, to ja od nie rodzonego brata zacznę...
W tej chwili drzwi od podwórza, a potem drugie z sionki do kuchni prowadzące stuknęły, ale Jadwidze serce tak gwałtownie bić zaczęło, a Paulina tak głośno i prędko mówiła, że obie tego nie usłyszały.
— Bo to widzi pani, pan Bolesław calutkie dziesięć dni tam przebył — tak z temi papierami było trudno. Jak przyjechał już tutaj, to zaraz na wogzalu mówi do mnie: „Powiem tobie, że tylko co tam z nudy nie umarłem.“ Otóż z nudy wziął i zaczął do różnych tam dawniejszych swoich znajomych chodzić. U jednych takich znajomych, co jeszcze z jego rodzi-