Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Jędza.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nieneczka dobrodziczka dziś raniuteńko do mnie przybiegła i na cały dzionek mię umówiła. Do miasteczka po sprawunki już biegałam i obiadek teraz gotować zaczynam. Radosny nam dziś dzionek nastał! Pan Jezus Chrystus w żłobku, ubogieńki, maleńki nam się narodził. Świątek wesoleńkich, mileńkich winszuję!
Stanisław do drzwi zamkniętych podszedł, i uchylając je nieco, zapytał:
— Czy można babuni dzień dobry powiedzieć?
— Śmierć! zginienie! choroba! nieszczęście! Niechże choć łachman jaki na siebie zarzucę!
— Ja go zarzucić pomogę!
Zupełnie za przepierzeniem zniknął.
— Dzień dobry, babuniu! Świąt winszuję! Proszę mi dać tę spódnicę, bo jak ja trzepnę, to będzie dopiero wytrzepana... trzask, trzask! Już czysta! A teraz kaftan trzepać? Nie trzeba! No to dobrze! Ale garnirowanie u czepeczka zgniecione! Zaraz odchucham! Chu, chuu, chuuu! Ot jak tiule powstają! już gładziuteńkie! Czy babunia już uczesana? Jeszcze nie! to proszę grzebuszek dać... Niechże babunia pozwoli! A co, czy źle czeszę! Takie śliczne nioby będą z przodu, a z tyłu warkoczyk splotę... Jaki u babuni jeszcze piękny czarniutki warkoczyk! Ot już i nioby gotowe. Proszę w lusterko spojrzeć, jaka babunia w nich ładna!... Jak Boga kocham, aż pocałować chce się! Nie można! nic nie szkodzi! Ja jednak pocałuję!.. Ot tak! ot tak! podawnemu...
Z tym potokiem słów Stanisława łączył się drugi potok mruczenia, łajania, wymieniania wszystkich plag i klęsk tego świata, wychodzący z ust Szyszkowej, a do dwu tych, nieustannie gadających za prze-